czwartek, 5 lutego 2015

Rozdział II

Rudowłosa siedziała w tramwaju. Przyglądała się przez okno szarym, londyńskim ulicom. Tak dawno nie jechała pociągiem. Tramwaj też porusza się po torach.
- No i co teraz? -  rozmyślała Ginny.
Z jednej strony, była szczęśliwa, że Hermiona nareszcie będzie miała swoje dziecko. Natomiast z drugiej, wiedziała, że straci na jakiś czas przyjaciółkę.
- Harry'ego też straciłam. Praca w Hogwarcie, żona, dzieci, obowiązki. Teraz Hermione? Nie chce być sama. - nie dawała sobie spokoju.
Ginny wysiadła z tramwaju. Jej wzrok utkwiony był w szarym chodniku. Ruda była typem egoistki. Chciała bym to ona miała najlepiej i była najważniejsza. Dlatego właśnie strata przyjaciół czyli poświęcenie się dla rodziny, rzadsze spotkania są da niej okropne. Koniec wolności.

~~~

Malfoy jak zwykle był w biurze pierwszy. Ginny wchodząc trzasnęła drzwiami, mrucząc przy tym coś pod nosem.
Niestety Draco nie był dzisiaj sam. Na jego biurku siedziała kobieta. Piękna kobieta ze świetnym ciałem. Siedziała w samej BIELIŹNIE. Nachyliła się do Dracoa i namiętnie go całowała. Usiadła na nim, chichocząc i kontynuując pocałunek.
- Egh.. egh.. - chrząknęła Ginny.
- O... cześć Weasley. - przerwał Malfoy i spojrzał się na rudą. Był cały w czerwonej szmince.
Kobieta siedząca na jego nogach odwróciła się. Miała za dużo makijażu. Czerwone, wielkie usta widać było na kilometr. Spojrzała wrednie na Ginny. 
- Nie nauczono, że się puka?! Draco, kim ona jest? - powiedziała oburzona całą sytuacją.
Byłą to to we własnej osobie Astoria Greengrasz. Jednak z wiekiem straciła swoją urodę. Dla Ginny wyglądała jak stara lampucera. 
- Ja tu pracuję, gwiazdeczko. A ty co tu robisz? W samej bieliźnie? SPRZĄTACZKĄ - Ginnt wyraźnie podkreśliła to słowo - nie wypada paradować prawie nago. 
- SPRZĄTACZKĄ?! Ty... JA przyszłam tu odwiedzić swojego wybranka, szkarado! 
Draco siedział z szeroko otwartymi ustami. Nie wiedział co ma zrobić. Gdy poczuł, że obie kobiety na niego spoglądają przemówił:
- Ginny, to Astoria. Jak już wiesz... przyszła mnie odwiedzić... - powiedział niepewnie.
- Astoria? Zestarzałaś się. Nie jestem szkaradą. Ty moja droga wyglądasz jak tania... za przeproszeniem... prostytutka. Chciałam grzecznie Cię wyprosić, ale SZYBKO WYJDŹ. Liżesz się publicznie ze swoim ''wybrankiem''. Srankiem. Brzydzi mnie t. Nie chce dłużej oglądać Cię w bieliźnie.
Ginny usiadła i zabrała się za swoją pracę, udając, że nic się nie stało.
- Kotku, wychodzę.
- To dzisiaj wieczorkiem? Będę czekał, moja kiciu. - powiedział Malfoy i znowu zaczęli się całować. Po jakimś czasie Astoria wstała, ubrała się i wyszła wysyłając Draco seksownie spojrzenia.

~~

- Jeszcze jedna taka sytuacja a wyjdę z siebie i ją sama wyrzucę. Siłą.
- Nie pozwole na to, rudzielcu. Dobra. Zajmij się pracą - powiedział i wysłał ironiczny uśmiech Ginny.
Odkąd Ginevra jest sama, brzydzą ją słodkie, ''zjadające się'' parki.
Zresztą nigdy nie lubiła Astorii. Uważała ją za pustą, puszczalską idiotkę. Daphne była inna. Wredniejsza, bardziej inteligentna i bystra. Podobna do Ginny. Dlatego darzyły się sympatią.

~~

Od rana Draco i Ruda pracowali. Prowadzi;i krótkie konwersacje o pracy, życiu i Hogwarcie. Nie obyło się bez śmiechu Dracona i nerwów Ginnu. 
- A wiesz, że jest organizowany bal? - zapytał Malfoy.
- Co? Jaki bal? - nie wierząc spytała Weasley.
- Balowy. Bal z jakiejś nieistotnej okazji. Zapowiada się ciekawie. Idziesz?
- Nie wiem. Nie mam z kim, Malfoy. 
- Ohoho... wiem kotku, że chcesz iść ze mną. Przykro mi, ale na ten bal idzie się bez osoby towarzyszącej. Lecz liczę na jeden, dwa tańce z Tobą. Może coś więcej, maybe? - przybliżył się do niej.
- Frajer. - odrzekła i uderzyła z liścia Malfoya.

~~

Ginny siedziała w miejscowym barze. Potrzebowała odpoczynku, pod koniec tygodnia. Piękne, ceglane ściany i światła nad barkiem. Dookoła kanapy, stoliki wraz z krzesłami. 
- Drinka. Ognistą Mary. - poprosiła i zaczęła żałośnie bawić się włosami. 
Nie wiadomo co ją bardziej smuciło. Czy to, że Hermiona ją zostawi, czy to, że nie ma faceta. Czy może to, że pracuje z Malfoyem? Albo po prostu jest zazdrosna o własną przyjaciółkę, chce z kimś być i też chce tak namiętnie się z nim całować. Takie myśli ją dręczyły.
I co dalej?

``````````

Drugi rozdział kochani! Niestety słaby. Pewnie z błędami interpunkcyjnymi. Nie ma pojęcia! Ale, jeśli chcecie zobaczyć TRZECI ROZDZIAŁ. Tym bardziej lepszy, zapraszam gorąco do obserwowania i zerkania co jakiś czas czy przypadkiem nie dodałam nowego postu!
Trzymajcie się cierpliwie! :)

piątek, 16 stycznia 2015

Rozdział I

Godzina 8:00.
- Dzień dobry świecie. - mruknęła pod nosem Ginny Weasley, wstając leniwie z łóżka.
Wstała i nie minęło 30 minut a była już naszykowana do pracy.
- Ministerstwo Magii nie będzie czekać na pracownika, który nosi nazwisko WEASLEY. Dyskryminacja... cholera jasna... - rozmyślała Ginny.
Teleportowała się i w jednej sekundzie była już na miejscu. Korytarz wypełniony był czarodziejami. Wszędzie ważni ministrowie magii. Wszystkie spojrzenia ''szych'' były właśnie na Gin. Pewnym siebie krokiem szła ubrana w czarną, elegancką sukienkę. Miała też narzucony płaszcz. Wyglądała naprawdę z klasą. Nie nosiła dużej ilości makijażu. Nie jeden starszy Minister z zrzędzącą żoną spojrzał się ukradkiem na Ginny i wysłał jej ''podrywający'' uśmieszek. Dla Weasley było to ohydne i tylko przyspieszała kroku.
W końcu dotarła do biura. I wtedy się zaczęło

- A dzień dobry to nie łaska? - zapytał mężczyzna z platynowymi włosami.
- Dzień dobry? Co się tutaj dzieje? Gdzie Hermiona? I...
Blondyn odwrócił się.
- Granger sobie wolne wzięła - arogancko odpowiedział.
- MALFOY?! Ale dobra. Bez jaj. Hermiona zaraz tu będzie. Ja wiem, tyle lat się nie wiedzieliśmy  ale zanim mnie wkurzysz to IDŹ JUŻ! - wykrzyknęła Ginny rzucając torbę w twarz Malfoya.
Ten roześmiał się.
- Od dzisiaj pracujemy razem, rudzielcu.

Ginny nie znosiła przezwisk na temat jej włosów. ''Rudzielcu'', ''buraczku'', ''Ruda'', ''czerwona''.

- Nawet się do mnie nie odzywaj. Ale jak to?! Czemu pracujemy?! Wytłumacz mi wszystko do jasnej ciasnej! - denerwowała się Ginny.
- Najpierw mówisz, że mam się nie odzywać, potem, że mam tłumaczyć. Zdecyduj się, kobieto.
- Tłumacz i zamilcz.
- Więc Granger wzięła sobie wolne. Poszła do lekarza. To takie trudne do zrozumienia?
- Ona ma imię Malfoy.
- Ja też mam imię, WEASLEY. - podstępnie się uśmiechnął.
- Zamknij się, bo zaraz dostaniesz w tę swoją mordkę. - czerwona ze złości Ginny usiadła przy biurku i zaczęła nerwowo pisać na laptopie.
- Teraz kolor twarzy pasuję Ci do włosów.
Weasley wysłała mu mordercze spojrzenie jakby zaraz miała go udusić.
Przez następne godziny nikt się nie odezwał. Draco co jakiś czas chichotał, lecz tylko przez chwilę. Ginny ''groziła'' mu wzrokiem.

16:00.
Koniec pracy. Weasley i Malfoy wyszli z biura. Ruda szła dosyć szybkim krokiem, wpisywała coś w między czasie w swojego MagicPhone'a.
Nagle...
- JAK ŁAZISZ TŁUMOKU?! - krzyknęła na skraju wytrzymałości Ginny. Była rozwścieczona dzisiejszym dniem. W dodatku o mało co nie złamała by ręki przez jakiegoś pajaca.
Czarnoskóry Blaise Zabini podniósł jej telefon i zaczął stokrotnie przepraszać.
- Nawet mnie nie wkurzaj, frajerze - Ginny wyrwała mu swój telefon z rąk i odeszła bez słowa.

~~~~~~

Blaise. Stary przyjaciel Draco. Podszedł do niego i klepnął go w ramię. Roześmiał się po czym zapytał:
- Więc pracujesz z tą Rudą, co? Jeszcze nie dostałeś w ryj?
Malfoy żałośnie się spojrzał.
- Ta.... wredna egoistka. Ale w sumie jest niezła.
Blaise znów się roześmiał.
- Stary, miałeś skończyć z laskami. Mieć stałą dziewczynę? Co z tą Astorią? I... no wiesz... Pansy?
Tym razem w chichot wpadł Draco.
- Jak widzisz nie wyszło. Jest i Astoria i Pansy!
- Ogarnąłbyś się, stary.  Mam żonę i nie narzekam. Daphne to czyste przeciwieństwo swojej siostry. Dobra, lece.
Odszedł ściskając rękę Draco.

~~~~

- Co za idioci! Jeden lepszy od drugiego! - myślała Ginny rzucając się na łóżko. - zabije Hermione.
Nagle usłyszałą dzownek telefonu. Szybko odebrała. Na ekranie wyświetlił jej się numer Hermiony Granger - Weasley.
- No witam! - odebrała Ginny - zadowolona?! Musiałam dzisiaj pracować z Malfoyem! Wiesz co przeżyłam?!
- Przepraszam kochana, że nic Ci nie powiedziałam. Dasz radę.
- Ta. Raczej jutro się widzimy. Może mały wypad na drink'a po pracy?
- Ginny. Mnie nie będzie jutro. I pojutrze. I za tydzień. I ZA MIESIĄC. - mówiła Hermiona rozpaczliwym głosem.
- Czemu? Zwolnienie? Cholera, Mionka! Nasz praca jest mega lekka, po za tym Ty jesteś bardzo pracowita i...
- ...i w stanie błogosławionym! - zaczęła płakać Hermiona.
- Jezu, Miona. Kochana... Ty... Czy... Czy Ty jesteś chora?
- ... Gdyby to było za parę lat, nie miałabym nic przeciwko, ale teraz... I co? 2 lata bez pracy? Może i więcej... JEZU! - rozpaczała Hermiona - jak... jak ja dam sobie radę?
- Boże. Miona.. Ty... kochana... Ty masz raka?!
Hermiona głośno zawyła.
- Jestem w ciąży, idiotko! - zaczęła płakać jeszcze głośniej.

Ginny otworzyła szeroko usta.
NIE-MOŻ-LIWE.

~~~~~~~~
Tadaaaaam! Witam. To nowy blog z serii Drinny! Mam nadzieję, że I rozdział wam się spodoba, pomimo swojej słabizny. Nie ukrywajmy, jest słaby. No i krótki. Następne będą znacznie dłuższe.
Zachęcam was szczerze do czytania rozdziałów. II już niebawem! Trzymajcie się gorąco i do zobaczenia!
P.s. Jak będzie chociaż 5 komentarzy to wstawię post o wieeeeeele szybciej :))